Rabunek i niszczenie mienia



Pani ma smutne oczy ...
Michal Okonski


recenzja ksiazki J. Grabowskiego "Ja tego Zyda znam!..."

Ksiazka Tygodnika. Jan Grabowski: "Ja tego Zyda znam!"

Szmalcownictwo nie nalezalo do zjawisk marginalnych, lecz stalo
sie podczas wojny zrodlem zarobkowania dla tysiecy ludzi. O jego
skali mowia nawet narodziny nowego slowa.

Michal Okonski

1. ?Nie zapowiedziane, wczesniej nie umowione pukanie nie
wrozylo niczego dobrego, a o tym, ktore wlasnie rozbrzmiewalo, z
gory bylo wiadomo, ze przyjazne nie jest, bylo agresywne,
glosne, pewne siebie. Tak puka ktos, kto nie przychodzi po to,
by ci pomoc, tak puka ten, kto chce zrobic z toba porzadek? -
swoje wspomnienie o spotkaniu ze szmalcownikiem Michal Glowinski
rozpoczyna od fenomenologii stukania do drzwi. Mial wowczas
osiem lat, ukrywal sie z matka i ciotka w mansardzie w centrum
Warszawy. Ktoregos dnia w drzwiach stanal ubrany ?z okupacyjna
elegancja? mlody czlowiek. Juz w progu oswiadczyl, ze wie, kim
sa, i ze zamierza oddac ich w rece Niemcow. Zazadal okupu, a ze
ofiary nie mialy przy sobie nic wartosciowego, pozwolil ciotce
wyjsc na miasto w poszukiwaniu czegos, co go zadowoli. Chlopca z
matka zatrzymal jako zakladnikow.

W ciagu nastepnych kilku godzin wydarzylo sie cos, co wybitnego
badacza literatury przez lata powstrzymywalo przed opisaniem tej
historii: znudzony szmalcownik zaproponowal chlopcu partie
szachow. Istnieje przeciez ?odwieczny topos, utrwalony przede
wszystkim w ikonografii, ale majacy takze liczne realizacje
slowne, przedstawiajacy gre czlowieka ze smiercia?... Autor
?Czarnych sezonow? zastrzega, ze jego opis nie jest tandetnym
pomyslem literackim, nie ma tu ani grama fikcji, a jesli pojawia
sie ?literatura?, to wbrew intencjom: ?Opowiadam o wydarzeniu,
ktore mialo miejsce w czasie, w jakim przydarzyc sie mogly
rzeczy najpotworniejsze w swej niezwyklosci?.

Rozgrywki nie ukonczono. Gdy tylko ciotka wrocila, rozzloszczony
skromnymi rozmiarami okupu szantazysta wyszedl. Jego ofiary
musialy rowniez opuscic dotychczasowe schronienie: trzeba bylo
szukac kolejnego, zanim przesladowca nie wroci lub nie przysle
kolegi. Michal Glowinski do dzis pamieta ?roslego mlodego
mezczyzne z filuternie przystrzyzonym wasikiem?; wspomina jego
palto ?szare, grube, zrobione z materialu w jodelke?. W pamieci
ilu ludzi odcisnely sie podobne postaci? Ilu spotkanie z nimi
przyplacilo zyciem?

2. Ksiazke prof. Jana Grabowskiego, historyka z Ottawy i czlonka-
korespondenta Centrum Badan nad Zaglada Zydow Instytutu
Filozofii i Socjologii PAN, otwieraja niemal rytualne
przypomnienia: ze w jerozolimskim parku Yad Vashem rosna drzewka
oliwne, upamietniajace tych, ktorzy niesli pomoc Zydom w czasach
Zaglady. Ze ?polskich? drzewek jest wsrod nich najwiecej. Ze
kazde uosabia bezgraniczne bohaterstwo: wszak za ukrywanie Zydow
grozila w okupowanej Polsce smierc. I ze oprocz pojedynczych
Sprawiedliwych byla rowniez organizacja Panstwa Podziemnego,
slynna ?Zegota?.

Jednak ?nawet w czasie wojny zycie plynie swoim trybem i trudno
oczekiwac od calego spoleczenstwa codziennego bohaterstwa,
bezkompromisowosci i odwagi? - pisze autor. Nie sposob sie
dziwic tym wstepnym zastrzezeniom, skoro otwiera sie ksiazke
poswiecona jednemu z najbardziej drazliwych tematow z historii
okupacji. Z drugiej strony: ktory to juz raz przychodzi
Sprawiedliwym oslaniac szantazystow czy mordercow...

Tym bardziej, ze Grabowski twierdzi, iz szmalcownictwo nie
nalezalo do zjawisk marginalnych, lecz stalo sie zrodlem
zarobkowania dla tysiecy ludzi. Tworzyli oni nieraz
kilkudziesiecioosobowe gangi, przenikajace nawet do okupacyjnych
urzedow. A choc liczbe ofiar szantazu trudno oszacowac, latwo
mozna ja zwiekszyc o tych, ktorzy w obawie przed szmalcownikami
zdecydowali sie pozostac w getcie, oraz o ofiary ?zatrzasnietych
drzwi? - ludzkiego strachu albo obojetnosci.

O skali zjawiska mowia nawet narodziny nowego slowa. Grabowski
przytacza slownikowe definicje: szmalcownik to ktos, kto
?wymuszal na kims okup, zwykle na Zydzie, pod grozba
zadenuncjowania, wydania w rece gestapo?. To jedno zdanie
oczywiscie nie wystarcza: wszak wsrod trudniacych sie
szmalcownictwem zdarzali sie ?normalni? bandyci, ktorzy gwalcili
pozbawione juz pieniedzy Zydowki. Byli i tacy, ktorzy wydawali
ukrywajacych sie ze strachu, bojac sie np. zbiorowej
odpowiedzialnosci mieszkancow calej kamienicy w razie ?wpadki?,
albo tacy, ktorzy po aresztowaniu Zydow przejmowali ich mienie -
przynajmniej w pierwszych kilkunastu miesiacach okupacji, kiedy
bylo jeszcze co przejmowac...

Glowinski zastanawia sie, czy przesladowcy jego rodziny zalezalo
tylko na pieniadzach, czy byl on takze przekonanym antysemita.
Zdaniem Grabowskiego wsrod szmalcownikow przewazali ludzie
pragmatyczni, ktorzy uznali swoje ofiary - by uzyc sformulowania
kronikarza warszawskiego getta Emanuela Ringelbluma - za
?umarlych na urlopie?: i tak skazanych na smierc, a wiec
mogacych sie juz obyc bez dobr doczesnych.

Barbara Engelking, znakomita badaczka dziejow zaglady
warszawskich Zydow, dzieli szmalcownikow na szesc glownych grup:
ludzi z przedwojennego marginesu i tych, ktorych zdeprawowala
dopiero wojna (z ksiazki Grabowskiego wynika, ze ci drudzy
stanowili ogromna wiekszosc). Tych, ktorzy tropili Zydow z
pobudek ideologicznych, i osoby ulegle totalitaryzmowi, dla
ktorych hitlerowskie ?prawo? stalo sie obowiazujaca norma.
Zydow, ktorzy wydawali innych Zydow w nadziei ocalenia wlasnego
zycia, i Polakow, ktorzy zalatwiali porachunki denuncjujac
znienawidzonych sasiadow. Wiekszosc znanych przypadkow dotyczy
mezczyzn w wieku 25-40 lat, reprezentujacych wszystkie grupy
spoleczne: robotnikow, urzednikow, handlarzy, uczniow szkol
srednich. Jest tu takze korepetytor jezyka francuskiego,
?artysta dramatyczny?, a nawet mlody czlowiek z tytulem
hrabiowskim, potomek jednego z najbardziej zasluzonych polskich
rodow. Upada popularna dotad teoria, ze szmalcownicy rekrutowali
sie wylacznie z metow.

Szantazowanie Zydow rozpoczelo sie z chwila wejscia wojsk
niemieckich do Warszawy i przybieralo na sile z kazdym
antyzydowskim zarzadzeniem. ?Nie ma doslownie Zyda »na
powierzchni« czy »pod powierzchnia«, ktory by nie mial z nimi
[tj. szmalcownikami - MO] do czynienia raz albo kilka razy? -
pisal Ringelblum. Grabowski slusznie zwraca uwage na roznice w
dzialaniach szantazystow podejmowanych przed i po listopadzie
1941 (kiedy za przebywanie poza gettem bez zezwolenia
wprowadzono kare smierci). Roznice zarowno w klasyfikacji
moralnej, jak i w dochodach szmalcownikow: o ile w pierwszych
latach wojny ofiary mogly sie wykupic nawet kilkudziesiecioma
zlotymi, pozniej musialy oddac wszystko, by uratowac zycie.
Konspiracyjna ?Prawda? w marcu 1943 ubolewala: ?zatrwazajacy
wzrost denuncjatorow, nieprawdopodobne rozszerzanie sie zgranych
kol szantazystow zagraza spokojowi coraz wiekszej ilosci ludzi,
czyniac nieznosnym zycie tych, ktorzy przesladowani przez
okupanta czuja sie jak zgonione wsciekle psy?.

3. Kilka podziemnych wyrokow na szantazystow wykonano dopiero
pod koniec 1943 r., z reguly dotyczyly jednak osob, ktore
laczyly ten proceder z rozpracowywaniem dla gestapo ruchu oporu.
?Szmalcownicy unikajacy stycznosci z podziemiem i z Niemcami nie
musieli sie obawiac karzacej reki podziemnego panstwa? -
twierdzi Grabowski i analizuje Kodeks Moralnosci Obywatelskiej,
opracowany w 1941 r. zbior podstawowych zakazow i nakazow,
ktorymi powinni kierowac sie uczciwi Polacy zyjacy pod okupacja.
Kto donosi do wroga na rodakow, powinien byc karany smiercia -
orzekal Kodeks. Ten zas, ?kto dla zysku majatkowego wykorzystuje
przymusowe polozenie innej osoby i uzywa w stosunku do niej
przemocy lub grozby zwrocenia sie do wroga, badz zastosowania
jego rozporzadzen?, nie powinien zajmowac stanowisk panstwowych,
samorzadowych i spolecznych. Problem w tym, ze autorzy dokumentu
definiowali wspolnote, do ktorej sie odwolywali, w kategoriach
narodowych, a nie obywatelskich. Zydzi, mimo ze byli obywatelami
polskimi, znalezli sie poza jej obrebem.

Czy wprowadzenie do Kodeksu postulatu obrony zydowskich
wspolobywateli bylo w ogole mozliwe? Grabowski przypomina
relacje pulkownika Jana Rzepeckiego o jednym z wyzszych dowodcow
AK, ktory oprotestowywal rzekomo zbyt czeste wzmianki o Zydach
na lamach ?Biuletynu Informacyjnego? i grozil zaprzestaniem
dystrybucji tego najwazniejszego podziemnego pisma wsrod swoich
zolnierzy. Na temat niechetnego stosunku elit polskiego Panstwa
Podziemnego do Zydow ukaze sie wkrotce ksiazka Dariusza Libionki
(?ZWZ AK i Delegatura Rzadu RP wobec eksterminacji Zydow
polskich?); dla rownowagi przypomnijmy jednak za Grabowskim, ze
rownie niechetne wobec ginacych Zydow byly elity demokratycznego
Zachodu (a ze zjawiskiem szmalcownictwa mielismy do czynienia we
wszystkich wlasciwie krajach okupowanych). W kazdym razie dla
wielu szantazystow polowanie na Zydow nie stalo w sprzecznosci
ze swoiscie pojetym patriotyzmem. ?Niektorzy byli szmalcownicy
kontynuowali polowanie na Zydow nawet podczas Powstania
Warszawskiego, rownoczesnie walczac z Niemcami? - przypomina
historyk z Ottawy.

Jakkolwiek wiec bolesna to konkluzja, dla ukrywajacych sie w
Warszawie Zydow poruszanie sie po miescie nioslo wielkie ryzyko
dekonspiracji wlasnie ze strony polskich wspolobywateli. ?To
jest trudna sprawa - cytuje Grabowski wspomnienie jednego z
tych, ktorzy przezyli. - Bo ja osobiscie w czasie okupacji od
Niemcow nie zaznalem niczego zlego. Oczywiscie ja wiedzialem co
mi grozi. Ale jednak jak chodzilem po ulicy, to sie bardziej
balem, ze natkne sie na Polaka-szmalcownika niz na Niemca?.

Przecietnemu Niemcowi - tlumaczy autor - stereotyp Zyda kojarzyl
sie przewaznie z rysunkami na lamach ?Stürmera?, a nie ze
zasymilowanymi i ?normalnie? ubranymi przechodniami. Polacy zas
potrafili rozpoznawac Zydow ?na podstawie wieloletniego
doswiadczenia i bliskich kontaktow?. Nawet zbyt dobra znajomosc
niemieckiego byla podejrzana. Ukrywajaca sie w Warszawie
Franciszka Tusk-Scheinwechslerowa tak opisywala zaczepki
szmalcownikow: ?Pani ma smutne oczy - Pani jest Zydowka. Pani
sie spieszy - Pani jest Zydowka. Pani sie rozglada dokola - Pani
jest Zydowka?. Ringelblum twierdzi, ze najtrudniejsze do ukrycia
byly ?zydowskie oczy?, pelne bolu i smutku... Na 340 Zydow,
ktorych protokol zatrzymania udalo sie Grabowskiemu
przeanalizowac, 294 wpadlo na skutek denuncjacji przechodniow,
granatowych policjantow, tramwajarzy czy pracownikow kolei
podmiejskiej.

4. Grabowski szuka wiedzy o szmalcownikach wsrod niezbadanych
dotad akt osobowych, zgromadzonych przez zespoly Sadu
Specjalnego (Sondergericht Warschau), dzialajacej przy tym
sadzie prokuratury oraz wspolpracujacego z nimi Sadu
Niemieckiego (Deutsches Gericht). Oparcie sie na dokumentach
wladz okupacyjnych to sila i slabosc ksiazki. Sila, bo nikt tu
niczego nie chce wybielac albo zaczerniac; beznamietne raporty z
przesluchan zatrzymanych porazaja (pamietajmy: za
sformulowaniami typu ?nadac Zyda? kryje sie nierzadko czyjas
smierc...). Slabosc, bo szczegolowo opisywane przypadki dotycza
jedynie osob, ktore wpadly w konflikt z niemieckim prawem, np.
podajac sie za funkcjonariuszy gestapo czy korumpujac
niemieckich urzednikow.

Wiekszosc cytowanych przez Grabowskiego akt pochodzi z lat 1940-
41, kiedy dzielnica zydowska nie byla jeszcze zamknieta.
Szczegolnie zajadle polowania nastapily kilkanascie miesiecy
pozniej, ale wtedy ofiary denuncjacji po prostu rozstrzeliwano
albo wysylano do obozow zaglady bez ogladania sie na procedury
sadowe.

A propos procedur: ?Dla utrwalenia w pamieci kilku chocby
nazwisk - pisze powsciagliwy zazwyczaj badacz - wspomne trzech
prawnikow podpisanych m.in. pod wyrokiem smierci na kobiete,
»ktora dala zydowskiemu dziecku mleka oraz udzielila mu
gosciny«. Autorami tej sentencji byli: przewodniczacy
Sondergerichtu dr Leitsmann oraz sedziowie Mohr i Knoll?. Ale
zasluga Grabowskiego jest nie tylko pokazanie oprawcow. W
zeznaniach przed niemieckim sadem slyszymy tez glos Umarlych.
Ci, ktorzy je zlozyli, nie przezyli Holokaustu.

5. Jak to moglo wygladac? Zacytujmy zeznanie mlodego szantazysty
(zatrzymanego w kwietniu 1940 r.): ?na rogu Koszykowej i
Mokotowskiej natrafilem na dwoch nieznanych sobie Zydow, wobec
ktorych postanowilem podac sie za pracownika gestapo. Mialem tez
w tym taki zamysl, aby w ten sposob zdobyc od nich nieco
pieniedzy, gdyz wiem, ze Zydzi zawsze maja mnostwo pieniedzy?.
Granatowy policjant zapisal, ze zatrzymany szantazysta ?prosil
mnie zebym go natychmiast zwolnil, poswiadczyl mnie, ze ma
piniedzy do cholery i gdy zwolnie go, otrzymam od niego 300 zl,
procz tego zapytywal mnie, czy ja jestem uczciwym Polakiem i ze
o ile nim jestem, to dlaczego bronie zydkow?. Inna opowiesc
pochodzi z ust ofiary: ?Byl to mlody, moze 18-letni chlopak.
Niedobrze mu z oczu patrzylo. Postanowilam wiec, ze wstapie do
kosciola. Nie ogladam sie, ale czuje jego wzrok. Siadam w lawce,
on obok mnie. Pani jest Zydowka - mowi do mnie. Idziemy do
gestapo...?.

Relacje Zydow, ktorym udalo sie opuscic getto, obfituja w opisy
szantazystow, krecacych sie wokol murow w oczekiwaniu na tzw.
?lebkow?. Ita Dimant wspomina: ?Zaledwie mamy za soba wache i
skrecamy w Zelazna, gdy chmara wyrostkow otacza nas ze
wszystkich stron i poczatkowo nic nie mowia tylko za nami
biegna?. Zanim ona i jej rodzina docieraja w bezpieczne miejsce,
nie maja juz ani pierscionkow, ani zegarka, ani nawet butow.

Typowy szantazysta wylapywal swoje ofiary wlasnie na ulicy czy w
tramwaju, rzadziej w domu - po dluzszej obserwacji. Mozna bylo
uzyc techniki ?na Niemca?, czyli namowic do wspolpracy (oferujac
podzial lupow) przypadkowo spotkanego zolnierza. Mozna bylo
naduzyc stanowiska sluzbowego, np. w policji czy w kolumnach
dezynfekcyjnych, ktorych zadaniem - przynajmniej w teorii - byla
walka z tyfusem.

To wszystko sposoby ?zawodowcow?. Dzialajacy na wlasna reke
mezczyzna zapukal w pazdzierniku 1940 r. do wlascicielki
kamienicy na Krakowskim Przedmiesciu i wreczyl jej list o
nastepujacej tresci: ?Szanowni Panstwo! Na podstawie scislych
dochodzen ustalilismy semicki rodowod Panstwa. Wobec powyzszego
zwracamy sie o doreczenie okazicielowi niniejszego sumy 2000 zl
w zamknietej kopercie... W zamian zniszczymy bedace w naszym
posiadaniu dowody obciazajace. W przeciwnym wypadku sprawe
przekazemy niezwlocznie wladzom niemieckim?. Wpadl, bo
wlascicielka posesji, ?aryjka, Polka i katoliczka?, sama
przekazala sprawe wladzom.

6. Ukazanie sie stustronicowej pracy profesora Jana Grabowskiego
nie wywola pewnie burzy podobnej do tej, ktora sprawila inna
niewielka ksiazka, opublikowana przed kilkoma laty przez Jana
Tomasza Grossa. Trudno sie dziwic. Po pierwsze, od czasu
publikacji ?Sasiadow? ukazalo sie juz wiele innych
?nieprzyjemnych? (by uzyc okreslenia prof. Jerzego Jedlickiego)
ksiazek - chocby ?My z Jedwabnego? Anny Bikont. Po drugie, ?Ja
tego Zyda znam!? to rozprawa stricte historyczna, a nie reportaz
czy esej, brak w niej mocnych i efektownych uogolnien. W dodatku
Grabowski komplikuje proste widzenie swiata wskazujac np. na
udzial Zydow w bandach szmalcowniczych.

Raport Delegatury Rzadu na Kraj z 1942 r. dzielil stolice Polski
na ?trzy Warszawy?: walczaca i bohaterska, w ktorej ?mieszkala?
jedna czwarta populacji, ?te druga?, ktora po prostu starala sie
przezyc (70 proc.) i pozostale 5 proc., okreslane przez
?Biuletyn Informacyjny? jako ?posmiecie i holota?. Wedlug prof.
Tomasza Szaroty ?trzecie miasto? zamieszkiwalo od 30 do 60 tys.
ludzi. Duzo czy malo w kontekscie okupacyjnego horroru?
Grabowski jest ostrozny. Pamieta o ograniczeniach terytorialnych
i czasowych swoich badan. Nikogo nie oskarza, choc przypomina za
Antonim Slonimskim, ze ?zbrodnia nie nazwana jest jak trucizna
utajona w winie?.

Wiedzy zakopac z powrotem w archiwach sie nie da - pisal
niedawno na tych lamach Jerzy Jedlicki. Problem w tym, co z nia
uczynimy. Moze czas na spoleczna historie okupacji, w ktorej
znajda miejsce i bohaterowie, i milczaca wiekszosc, i ci, do
ktorych wciaz trudno nam sie przyznac? Na pewno szkoda byloby,
gdyby ksiazka Grabowskiego - podobnie zreszta jak wydane w tej
samej serii ?Szanowny panie gistapo. Donosy do wladz niemieckich
w Warszawie i okolicach 1940-1941? Barbary Engelking - pozostala
niezauwazona.

Jan Grabowski ?Ja tego Zyda znam! Szantazowanie Zydow w
Warszawie 1939-1943?. Warszawa 2004, Wydawnictwo Instytutu
Filozofii i Socjologii PAN


http://www.holocaustresearch.pl/grabowski-publikacje-
szmalcownictwo-recenzja2.htm

.



Relevant Pages

  • Pani ma smutne oczy
    ... Jednak "nawet w czasie wojny zycie plynie swoim trybem i trudno oczekiwac ... Tym bardziej, ze Grabowski twierdzi, iz szmalcownictwo nie nalezalo do ... lecz stalo sie zródlem zarobkowania dla tysiecy ludzi. ... "Szmalcownicy unikajacy stycznosci z podziemiem i z Niemcami nie musieli ...
    (soc.culture.polish)
  • Re: Polowanie na Zydow "bez Polakow nie mialoby szans"
    ... Polowanie na Zydow" to praca prof. Jana Grabowskiego z ... polsko-zydowskie podczas wojny. ... polowanie nie mialoby zadnych szans powodzenia - mowi Jan Grabowski, ...
    (soc.culture.polish)
  • Re: Polowanie na Zydow "bez Polakow nie mialoby szans"
    ... Polowanie na Zydow" to praca prof. Jana Grabowskiego z ... polowanie nie mialoby zadnych szans powodzenia - mowi Jan Grabowski, ... To sie odbywalo w oparciu o kilka instytucji. ...
    (soc.culture.polish)
  • Polowanie na Zydow "bez Polakow nie mialoby szans"
    ... Polowanie na Zydow" to praca prof. Jana Grabowskiego z ... polowanie nie mialoby zadnych szans powodzenia - mowi Jan Grabowski, ... To sie odbywalo w oparciu o kilka instytucji. ... I przybliza kim sa ci policjanci. ...
    (soc.culture.polish)
  • Re: Polowanie na Zydow "bez Polakow nie mialoby szans"
    ... Polowanie na Zydow" to praca prof. Jana Grabowskiego z ... polowanie nie mialoby zadnych szans powodzenia - mowi Jan Grabowski, ... To sie odbywalo w oparciu o kilka instytucji. ...
    (soc.culture.polish)