Adam Michnik kaze milczec
- From: ni_ma@xxxxxxxxxxx (Pszczolka Maja)
- Date: Tue, 28 Feb 2006 19:22:24 GMT
ADAM MICHNIK KAZE MILCZEC
Dziki lustrator jest zly
Witold Bachorz
Krzysztof Wyszkowski, zalozyciel Wolnych Zwiazkow Zawodowych w latach 70. na
Wybrzezu, jeden z bohaterow Sierpnia'80 nie wycofuje swych pytan o legalnosc
tzw.Komisji Michnika z roku 1990.
Znany bojownik o demokracje i wolnosc slowa, Adam Michnik, grozi sadem kazdemu, kto
zadaje zbyt duzo pytan w sprawie tzw. Komisji Michnika, ktora w 1990 dokonala w
archiwach MSW dzikiej lustracji. Mimo tych grozb, redakcja BezCenzury.Net zamierza
jednak pytac.
Sprawa tzw. Komisji Michnika, wydawaloby sie, zamierzchla, bo sprzed 15 lat, ozyla
po publikacjach Krzysztofa Wyszkowskiego, jednego z tworcow Solidarnosci, obecnie
kontestujacego caly, okraglostolowy porzadek III RP. Chodzi o czteroosobowa,
nieformalna grupe, ktora w 1990 roku zapragnela poogladac tajne archiwa Ministerstwa
Spraw Wewnetrznych. W sklad tego, rzekomo naukowego, zespolu weszlo trzech
historykow (prof. Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer, Bogdan Kroll) i jeden polityk
owczesny posel OKP, Adam Michnik. Oficjalnym pretekstem penetracji zbiorow
archiwalnych bezpieki byla pilna potrzeba zabezpieczenia akt i przeksztalcenie ich w
profesjonalne archiwum, sluzace naukowcom i badaczom historii. Jednak z ponad
dwumiesiecznego pobytu (komisja wertowala teczki od 2 kwietnia 1990 do 27 czerwca
1990) nie zachowaly sie jakiekolwiek slady spelnienia procedur, niezbednych przy
dostepie do tajnych dokumentow panstwowych. Gdy publicysta Tygodnika Solidarnosc,
Krzysztof Wyszkowski, opisal w czerwcu 1990 na lamach swej gazety watpliwosci co do
legalnych podstaw dzialania komisji Michnik i jego koledzy w pospiechu zakonczyli
swa archiwalna kwerende.
Opinia publiczna nigdy nie dowiedziala sie czego naprawde szukal redaktor naczelny
Gazety Wyborczej w piwnicach MSW. Nie wiadomo takze co naprawde znalazl. Prasa
owczesna, lacznie z sama Wyborcza raczej milczala na ten temat. Z pobytu
posla-redaktora w tamtym miejscu zachowala sie raptem krotka wzmianka w Gazecie
Wyborczej.
Kto podniesie reke na Michnika
Po 15 latach od tamtych wydarzen wciaz nie wiadomo, co redaktor naczelny Gazety
Wyborczej robil w archiwach MSW. Sam Michnik nigdy tego nie wyjasnil przeciwnie:
zakazal o tym pisac i mowic. Rozsierdzil sie do tego stopnia, ze 4 marca 2005 roku
ukazalo sie w Gazecie Wyborczej dosc kuriozalne, jak na ostoje wolnosci slowa,
oswiadczenie. Pelnomocnik Adama Michnika, Piotr Rogowski, przestrzega w nim, ze
bedzie wytaczal procesy osobom powtarzajacym - jak to okreslil - nieprawde i
pomowienia wobec naczelnego Gazety Wyborczej, jakoby w 1990 r. zapoznal sie on z
teczkami sluzb specjalnych PRL nt. Andrzeja Drawicza, Dariusza Fikusa i Leslawa
Maleszki.
Skad u Michnika taka gwaltowna, wrecz alergiczna reakcja na haslo teczki sluzb
specjalnych? Dla uwaznego czytelnika prasy po roku 1989 reakcja ta nie powinna byc
zaskoczeniem: ilekroc ozywa w Polsce temat lustracji i dekomunizacji, krag
towarzyski, zaliczany do orientacji promichnikowskiej popada w histerie. Tym razem
furie wyzwolilo pojawienie sie tzw. listy Wildsteina i gwaltowny nawrot zbiorowej
pamieci o lustracyjnych grzechach zaniechania. Konsekwentnym, by nie rzec
uporczywym rzecznikiem tej pamieci jest Krzysztof Wyszkowski jeden z zalozycieli
Wolnych Zwiazkow Zawodowych na Wybrzezu, opozycjonista wieziony i internowany przez
SB juz w latach 70.
Prekursor barbarzyncow
Niedawno, bo 11 lutego 2005, na fali zainteresowania tzw. lista Wildsteina, w
Tygodniku Solidarnosc ukazal sie komentarz Wyszkowskiego, przywolujacy zachowania
Michnika z czasow jego penetracji archiwow bezpieki. Zachowania te nie przynosza
chluby szefowi Gazety Wyborczej: Adam Michnik w 1990 roku dostal nieograniczony i
niekontrolowany dostep do najscislej strzezonej wiedzy. Wertowal akta, w tym
personalne, przez dwa miesiace, az do czasu, gdy rozchodzace sie po miescie plotki o
"komisji obywateli ponad prawem" spowodowaly moja interwencje wspomina Wyszkowski w
Tysol-u i stawia pytania: - Ludzie, ktorzy okrzykneli Wildsteina barbarzynca,
powinni byli wczesniej zapytac profesora Jerzego Holzera, pracownika Polskiej
Akademii Nauk i wspolpracownika IPN, czy mowil swoim znajomym, ze widzial w archiwum
SB materialy swiadczace o tym, ze Leszek Moczulski byl agentem? Powinni zapytac
magistra historii, redaktora naczelnego "GW", czy mowil swoim znajomym, ze widzial w
archiwum SB donosy skladane przez Dariusza Fikusa? Powinni zapytac obu historykow i
redaktorow, czy prawda jest, ze weszli do archiwum SB calkowicie bezprawnie,
przegladali tam teczki swoich znajomych i przeciwnikow politycznych, a nastepnie
wykorzystywali te wiedze do np. przeprowadzenia czystki w "Gazecie Wyborczej"?
[czytaj caly artykul: www.tygodniksolidarnosc.com/2005/6/5_wil.htm ]
Sumienie ministra Kozlowskiego
Na te pytania Michnik nigdy nie odpowiedzial, pozostawiajac pole do plotek i
domyslow. Jesli reagowal, to nerwowo i bez przytaczania racjonalnych argumentow),
tak jakby stawianie jakichkolwiek pytan bohaterowi polskiej demokracji samo w sobie
stanowilo juz zbrodnie. To dziwne u czlowieka, ktory stara sie uchodzic (i uchodzi)
za symbol wolnej mysli, sprawnego intelektu i bezkompromisowego ujawniania prawdy.
Nawet tej niewygodnej.
Tymczasem sama tylko lektura archiwalnych wydan Gazety Wyborczej z okresu od
kwietnia do czerwca ?90, a wiec z czasu, kiedy redaktor wraz zaprzyjaznionymi
historykami wertowal teczki SB daje do myslenia. Nadzwyczajny Zespol ds. Badania
Zasobow Archiwalnych MSW rozpoczal prace 2 kwietnia 1990 roku. Pierwsza wzmianka o
tym pojawila sie w GW dopiero 13 kwietnia 1990 (Zeszli do piwnic MSW, autor: Jerzy
Jachowicz). Notka byla bardzo krotka, ale zawierala dosc zjadliwa informacje:
czlonkowie komisji zapoznali sie z aktami, dotyczacymi dzialalnosci niektorych
dzialaczy Solidarnosci do grudnia 1988 roku.
Wzmianke te poprzedzila krotka, lecz nastepujaca dzien po dniu seria artykulow
(piora tego samego autora, red.Jachowicza), odnoszaca sie lustracji.
W numerze z 12 kwietnia 1990 ukazuje sie rozmowa-komentarz Jachowicza z owczesnym
wiceministrem MSW, Krzysztofem Kozlowskim. Teza artykulu, zatytulowanego Teczki
pelne raportow: akta SB maja znikoma wartosc badawcza a ich ujawnienie byloby
krzywda dla setek zlamanych, upokorzonych przez bezpieke tajnych agentow. Rzucenie
tego materialu na zer opinii publicznej byloby czyms nieludzkim, dajacym tylko
pozywke dla najgorszych instynktow. Jest dla mnie rzecza oczywista, bo sa na to
dowody w kartotekach, ze istnieje grupa ludzi nie chce okreslac jej wielkosci ktora
zostala przez resort zlamana, upodlona. Gdyby ludzie ci, poprzez publiczne
ujawnienie ich kontaktow ze sluzba bezpieczenstwa po raz drugi zostali rzuceni na
dno, skonczyloby sie to fala samobojstw. Nie moge brac tego na swoje sumienie.
zapewnial minister Kozlowski.
Nagla amnezja posla Bartoszcze
Poczatek kwietnia 1990 byl czasem nerwowym zarowno dla pogrobowcow PZPR, jak i dla
konstruktywnej opozycji spod Okraglego Stolu. Z jednej strony dojrzewal u
Mazowieckiego postulat grubej kreski, z drugiej radykalizowaly sie zadania opinii
publicznej, sfrustrowanej obecnoscia wojsk sowieckich, prosperowaniem PZPR-owskiej
nomenklatury i zacieraniem sladow PRL-owksiej przeszlosci przez ludzi Kiszczaka.
Cisnienie roslo 6 kwietnia 1990 w Sejmie uchwalono ustawe o Policji Panstwowej,
definitywnie konczac zywot komunistycznej milicji i bezpieki. Jednoczesnie trwala
goraca debata nad przejeciem majatku PZPR przez Skarb Panstwa. W archiwum Gazety
Wyborczej, w wydaniu z dnia 12 kwietnia 1990, znajduje sie artykul Bartoszcze zle
zrozumiany odprysk owczesnej debaty, oczywiscie autorstwa Jerzego Jachowicza.
Czytamy w nim: W czasie plenarnego posiedzenia Sejmu 6 kwietnia 1990 posel Roman
Bartoszcze (PSL) stwierdzil, ze w archiwach MSW znajdowaly sie dokumenty
kompromitujace dzialaczy Solidarnosci oraz ze zwloka w decyzjach o majatku PZPR byla
swiadomym dzialaniem, majacym umozliwic zniszczenie materialow kompromitujacych
postacie z obecnej sceny politycznej.
W reakcji na wystapienie Romana Bartoszcze, prof. Bronislaw Geremek skierowal list
do premiera Tadeusza Mazowieckiego z prosba o wyjasnienie, czy zarzuty te sa
prawdziwe , gdyz zawieraja takze one insynuacje pod adresem reprezentacji
parlamentarnej.
Zapytany przez Gazete 11 kwietnia 1990 premier Tadeusz Mazowiecki odpowiedzial:
Zamierzam zwrocic sie do marszalka Sejmu, prof.Mikolaja Kozakiewicza, ktoremu
przekazalem kopie listu prof. Geremka , aby spotkal sie z poslem i wyjasnil, czy na
poparcie swych slow Roman Bartoszcze ma jakies konkretne materialy, badz
jakiekolwiek realne dane. W zaleznosci od wynikow tej rozmowy podejme nastepne
kroki.
Tymczasem na zakonczenie srodowych obrad Sejmu, R.Bartoszcze wyjasnil, ze jego
wypowiedz z 6 kwietnia 1990 roku zostala niewlasciwie zrozumiana. Mysla przewodnia
mojego wystapienia powiedzial Bartoszcze. bylo poparcie apelu Tadeusza
Mazowieckiego o oddzielenie gruba kreska przeszlosci od terazniejszosci, co
podzielam w calej rozciaglosci. Tu chcialbym odniesc sie do wlasnych przezyc. MSW
zabilo mi brata. Ja sam bylem na liscie do likwidacji. I choc mialbym moralne prawo
zadania zadoscuczynienia, mowie publicznie: nie pamietam.
Z relacji naocznych swiadkow tamtego sejmowego wystapienia wynika, ze przypadkowi
niezwyklej amnezji Romana Bartoszcze towarzyszyly o wiele wieksze emocje, niz mozna
by sadzic na podstawie lektury samej tylko gazetowej notatki. Profesor zerwal sie z
miejsca, poczerwienial na twarzy - wspomina Bartoszcze (Gazeta Polska Wielki Gracz z
20.04.1995) - Krzyczal cos, co trudno bylo zrozumiec. Zupelnie nie ten zrownowazony
Geremek.
Charakterystyczne, ze Gazeta Wyborcza zamiescila relacje ze zdarzenia dopiero w
tydzien po sejmowej debacie, gdy szef PSL sprostowal swoje, zapewne nieprzemyslane i
emocjonalne wystapienie.
Krzyk Geremka okazal sie skuteczny. W tym samym czasie, gdy profesor grzmial z
sejmowej mownicy, w kwietniu 1990 r. jeden z warszawskich adwokatow (Miroslaw Brych)
podjal w imieniu SdRP aktywa z konta dewizowego nalezacego wczesniej do PZPR i
ulokowal je w depozycie w swoim zespole adwokackim. Oprocz Huszczy odpowiednie
dokumenty depozytowe podpisali: Kwasniewski i Leszek Miller, obecny szef SLD.
Pomiedzy 23 kwietnia a 24 maja 1990 r. pieniadze te przekazano siedmiu firmom i
instytucjom.
Ustawa o przejeciu przez skarb panstwa majatku PZPR weszla w zycie dopiero w lutym
1991 r. ow rok, dany komunistom przez rzad Unii Demokratycznej i Tadeusza
Mazowieckiego, stanowil dosc czasu, by partyjne fundusze wytransferowac za granice
badz wprowadzic w obieg gospodarczy. By ukryc je przed Panstwem Polskim i na nich
rozpoczac budowanie czerwonego imperium ekonomicznego. Porownajmy: w 1991 r. na
kontach b. PZPR znaleziono jedynie 44 milionow starych zlotych. A rok wczesniej
bylo: 6,6 mld st. zl, 750 tys. dolarow i 14 milionow frankow.ecej na ten temat :
http://www.republika.pl/xyz234/artykuyz.htm]
Dal odpor kolegom jaskiniowcom
W tym samym czasie, gdy komunisci bezpiecznie lokowali pieniadze nieboszczki PZPR,
posel-redaktor Adam Michnik, w przerwach miedzy buszowaniem archiwach MSW,
wystepowal takze w Sejmie. Czy poruszal tam kwestie pilnego zabezpieczenia akt SB
przed niszczycielskimi pomyslami ludzi generala Kiszczaka? Czy moze, jako magister
historii, przedstawil projekt profesjonalnego opracowania tych archiwow, ktore w
kazdym cywilizowanym systemie pelnia role kodu genetycznego Panstwa? Nie, posel
Michnik wyglosil tam, w dniu 28 kwietnia 1990, plomienne przemowienie zatytulowane
Nie bede walczyl bronia nienawisci i przedrukowane w jego wlasnym organie:
Ja wierzylem i wierze, ze w tej nowej rzeczywistosci, ktorej budowa zostala
zapoczatkowana na zasadzie kompromisu politycznego a wszyscy, ktorzy w tej sali
jestesmy, ten kompromis aprobowalismy otoz, jest miejsce dla wszystkich.
Idzie mi tutaj o zasady. Przepraszam za osobiste wyznanie: 25 lat temu zostalem po
raz pierwszy aresztowany przez komunistyczna policje. Wtedy mialem 18 lat. Od tego
czasu bylem aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie nie trzeba tlumaczyc, ze
komunizm to nic dobrego i mnie nie trzeba przeciwko komunistom agitowac.
Ale wlasnie z tej perspektywy chce powiedziec, ze w niektorych glosach o czym mowie
z bolem uslyszalem cos, co bym nazwal antykomunizmem jaskiniowym. Ja jestem
antykomunista i jako antykomunista tej jaskiniowosci sie boje.
I chce powiedziec, ze dzis z popisywaniem sie tymi deklaracjami, gdzie sie PZPR
miesza z blotem, przyrownuje do katynskich mordercow, ze gorsi byli niz Hitler ja
nic wspolnego nie mam i nie chce miec (oklaski)
I chce do tego jeszcze dodac, ze w stanie wojennym po 13 grudnia, siedzac w
kryminale ja nie bylem taki ostrozny, zebym dzisiaj musial byc az tak odwazny.
Chce powiedziec jeszcze, ze nie jestem i nie chce byc adwokatem PZPR i tego co z
PZPR zostalo. W tym co mowie, popierajac w pelni i z cala odpowiedzialnoscia
stanowisko ministra Halla* idzie mi o etyke polityczna, idzie mi o te etyke dlatego,
ze slyszalem wczoraj i dzis glosy nasycone nienawiscia. I ta bronia walczyc nie
bede! (oklaski)
Co takiego wyczytal redaktor Michnik w archiwach MSW, ze posel Michnik uznal za
stosowne nazwac swych dawnych kolegow z opozycji jaskiniowymi antykomunistami a sam
wzial w obrone niedawnych swych oprawcow? Ekstrawagancja czy wielkoduszny odruch
serca? Chyba jednak polityka, bo popierajac stanowisko ministra Halla, Michnik dawal
sygnal, ze w przyszlym, rzekomo reformowanym od 10 maja 1990 resorcie MSW bedzie
miejsce rowniez i dla bylych esbekow. Wczesniej bowiem minister bez teki, ds.
kontaktow rzadu z partiami i organizacjami politycznymi, Aleksander Hall, w duchu
retoryki grubej kreski zapowiedzial zgodna z koalicyjnym charakterem rzadu obsade
rad doradczych w MON, MSW. Nikt w Polsce nie moze czuc sie zagrozony. powiedzial
minister Hall. Nie bedziemy szukac rewanzu, ale tam, gdzie bylo ewidentne
naruszenie prawa, nie bedziemy opieszali. (GW, 20-21.01.1990).
Nam pytac zakazano
Tak tez sie stalo: 10 maja 1990 minister Krzysztof Kozlowski powolal na komendanta
glownego juz nie milicji a Policji Panstwowej zwiazanych z PZPR-owska nomenklatura
plk Leszka Lamparskiego, a na jego zastepcow ?plk Bogdana Strzeleckiego i plk
Janusza Wydre (szefa WUSW w Gdyni). Gwoli uczciwosci dodac trzeba, ze owi
postkomunistyczni pulkownicy zachowywali sie pozniej i tak dosc przyzwoicie.
Przynajmniej w porownaniu z nowym szefem Urzedu Ochrony Panstwa, Andrzejem
Milczanowskim, ktoremu po latach zarzucono utrudnianie sledztwa w sprawie smierci
studenta Stanislawa Pyjasa oraz inwigilacje niekonstruktywnej (czyli
antyokraglostolowej) prawicy.
Krzysztof Wyszkowski, pytany dzis wprost, czy podtrzymuje wszystkie oskarzenia i
sugestie skierowane pod adresem tzw. Komisji Michnika bez wahania oswiadcza: - Nie
obawiam sie ewentualnego procesu. Utwierdza mnie w moim przekonaniu nerwowa reakcja
owczesnych uczestnikow tamtej komisji. Prof. Samsonowicz usiluje ciezar decyzji
wziac na siebie, twierdzac, ze byla to od poczatku jego wlasna inicjatywa i zadnego
nacisku ze strony ministra Kozlowskiego ani posla Michnika nie bylo. Tym gorzej, bo
po pracach komisji nie zachowal sie zaden oficjalny raport, nie ma tez sladu
dochowania procedur, wymaganych przy dostepie do tajnych akt. Gdy opublikowalem
wiosna 1990 roku swoje watpliwosci na lamach Tygodnika Solidarnosc, przybyla do
redakcji oburzona delegacja archiwistow z Biura Ewidencji i Akt MSW twierdzac, ze to
niemozliwe, aby ktos poza procedurami mogl korzystac z archiwum. Tym ludziom nie
miescilo sie to po prostu w glowie wspomina dzis Wyszkowski.
Naruszenie tajemnicy panstwowej poprzez nieuprawniony dostep do tajnych dokumentow
stanowi przestepstwo karne, zagrozone sankcja do 3 lat wiezienia. Mimo, iz sygnaly o
popelnieniu takiego czynu pojawily sie publicznie juz w czerwcu 1990 jedynym ich
efektem bylo pospieszne zakonczenie prac samozwanczej komisji. Natomiast jedynym
efektem publicznie stawianych pytan o wyniki prac Komisji Michnika, jest po 15
latach grozba procesu karnego wobec kazdego, kto te pytania osmiela sie stawiac.
Witold Bachorz
.
- Follow-Ups:
- Re: Adam Michnik kaze milczec
- From: Quantun
- Re: Adam Michnik kaze milczec
- Prev by Date: Re: Dzis p. Romana
- Next by Date: Re: O frustracjach (czyli Tusk po pisowsku)
- Previous by thread: O frustracjach (czyli Tusk po pisowsku)
- Next by thread: Re: Adam Michnik kaze milczec
- Index(es):
Relevant Pages
|